LOlek dla najmlodszych

IMG 6023

 

Książki pierwsze

Czyli dla dzieciaczków niemowlaczków. To przede wszystkim grube, twarde, trwałe i odporne na działanie mało skoordynowanych rączek. Dając dziecku książkę do ‘czytania’ musimy być gotowi na to, że ją wymiętoli, oślini, nadgryzie czy nawet naderwie. W ten sposób poznaje, co to jest książka.

Mnie to początkowo stresowało. Bałam się, że nasze małe zbiory polskich książek zostaną zdemolowane zanim Alek dojdzie do wieku, w którym na prawdę będzie mógł je przeczytać. Na szczęście odpuściłam i pozwoliłam mu się nimi cieszyć. I co? Zaledwie dwie książeczki zostały zdekompletowane. A wymieniliśmy je na nówki przy LOlku. 🙂

Czytam dzieciom od pierwszych miesięcy ich życia. Czytam ja. Po polsku. Czyta Mężu. Po angielsku. Codziennie.

LOlek ma półtora roku. Jako drugie dziecko, jest trochę na przegranej pozycji (a może wygranej?!), bo nie chce mi się za często wracać do pierwszych książeczek. Zwłaszcza gdy jest z nami Aluś. Wtedy lecimy  Alkowym repertuarem, ale  LOlek nie narzeka. Wręcz przeciwnie, żywo uczestniczy w naszym czytaniu pokazując różne przedmioty na obrazkach.

Ale gdy mamy z LOlkiem tylko czas dla siebie, wtedy czytamy głównie o zwierzątkach, instrumentach czy pojazdach ucząc się ich różnych odgłosów.

Jedną z bardziej ulubionych LOlkowych książeczek są „Dźwięki” z serii Maluszek poznaje.  Bardzo fajnie i przejrzyście zilustrowana. Ma nie tylko obrazki zwierząt, ale także i pojazdów i innych przedmiotów np. zegara.

Innymi książeczkami, które często maglujemy jest Kolekcja Pierwsze Kroki.  Zawierają podpisane obrazki przedmiotów z otaczającego nas świata. Świetne do wzbogacania słownictwa, nie tylko malucha 🙂 Mój Mężu też je czytał Alkowi, dzięki czemu poznał wiele nowych polskich słów 🙂

Mamy podobne książeczki także po angielsku. Ale one były głównie przeznaczone dla Grandmy, żeby miała co czytać chłopaczkom.

 

Miesiące mijają, a my coraz więcej czytamy wierszy, wyliczanek i rymowanek.

Przy okazji podśpiewujemy „Panie Janie”, „Ogórek” czy „Stary niedźwiedź mocno śpi”. Bardzo łatwe dla mojego dwulatka do podłapania i samodzielnego śpiewania. Newet jeżeli tylko fonetycznie 🙂

LOlek ma już ponad dwa lata i coraz częściej sam wybiera książki, które chce, żebym mu czytała.
Podobnie,  jak w przypadku Alka w tym wieku, LOlek uwielbia książeczki z serii Mały chłopiec (wydawnictwo Olesiejuk Sp z o.o).
Całkiem małe wymiary książeczek z twardymi, kartonowymi stronami pozwalają maluszkom na częste przeglądanie bez większych usterek. Krótki tekst i kolorowy,  ciekawy obrazek na stronie pozwala utrzymać najmłodszych w chwilowym skupieniu przed szybkim przewracaniem kartek. Rodzice mają tu też miejsce do popisu – opisywanie obrazków bardziej lub mniej szczegółowe z efektami dźwiękowymi daje dzieciom mnóstwo frajdy  😀

Każda książeczka to odrębna historyjka z życia danego pojazdu i jego kierowcy. Dzieci poznają np. pracę śmieciarki- o której wyjeżdża z bazy, kto pomaga przy odbieraniu śmieci i jak kończy dzień. Na koniec, książeczki mają małe podsumowanie z pytaniami i miejscem na zdjęcie czytelnika jako kierowcę pojazdu.
Cała seria jest bardzo fajna, choć niektóre bardziej przypadły chłopakom do gustu niż pozostałe. Karetkę Mietka czy Śmieciarkę Jarka mijamy na ulicy kilka razy w tygodniu. 🙂

Inną, także bardzo lubianą i często wybieraną przez LOlka serią są książeczki z Maksem (Barbro Lindgen, wyd. Zakamarki). Każda książeczka to dzień z życia Maksa – małego chłopca, pewnie w wieku LOlka. Proste, przejrzyste i pełne humoru- idealne dla dwulatka… i  tatusia niePolaka! Mieliśmy (były pożyczone) kilka książeczek z tej serii i wszystkie bardzo nam się podobały. Choć wierzę, że nie każda mama się tu ze mną zgodzi.

„Pieluszka Maksa” – zdecydowany faworyt LOlka- opisuje, jak Maks wpada na pomysł zamienienia się rolami z psem. Nałożył psu swoją pieluszkę, do której ten chętnie nasiusiał, a Maks nasikał na podłogę, jak to pieskowi przystało. Uuu mama nie była tym zachwycona…

„Lampa Maksa” – Maks chce dotknąć wiszącej nad stołem lampy. Wdrapuje się w końcu na stół, ale słaba jeszcze koordynacja ruchowa malucha doprowadza do upadku. Na szczęście w pobliżu jest mama z plastrem…

 

 

pin it