Blog

FullSizeRender 6

U Davida Lyncha

Dla lepszego samopoczucia i zdrowia, wyjścia bez dzieci są jak najbardziej wskazane. I mnie też się czasem zdarzają 🙂

Kwiecień to czas urodzin moich i moich dwóch przyjaciółek, które poznałam tuż po przeprowadzce do Australii. Pięć lat i czworo dzieci później, my nadal trzymamy się mocno 🙂

Urodzinowy miesiąc rozpoczynam ja, potem jest Milena i na koniec,  urodziny Kasi. Z tej okazji co roku wychodzimy do jakiejś miłej restauracji na śniadanie z szampanem. Tylko my, kwietniowe panie. Bez mężów. Bez dzieci. Bez pośpiechu (akurat tym razem nawet się udało!).

Spotkałyśmy się na South Bank’u w CHE na pyszną kawę i ciepłe śniadanie. Mmmm… powoli wciągnęłam jajka  z chrupiącym boczkiem i lekko podgrzanym na maśle szpinaku. Ale było pyycha! Rozmawiałyśmy jak przekupki, choć każda próbowała dać szansę drugiej dojść do słowa. A miałyśmy sporo do omówienia – nowo odkryte strony internetowe z fajnymi (europejskimi, bo te najlepsze!) i niedrogimi ciuchami, wizyta w nowo otwartym H&M (Ha! pierwszy w Brisbane otwarto dopiero miesiąc temu!) czy domowe zrobienie pióropusza na zbliżającą się brazylijską imprezę. Tematów do przedyskutowania nie było końca 🙂  Niestety nie serwowali tam szampana, może było jeszcze za wcześnie? Trudno, poszłyśmy dalej.

W sumie wyszło dobrze, bo i tak miałyśmy w planie po śniadaniu odwiedzić wystawę Davida Lyncha w GoMA. Nie wiem jak Wy, ale ja za wiele „Miasteczka Twin Peaks” nie oglądałam. Może kilka odcinków. Za bardzo się bałam. Ale scenę rozpoczynającą i muzykę będę chyba pamiętała do końca życia!

Tak mi się kojarzył Lynch- reżyser thrillerów. Nie miałam kiedy przeczytać, co będzie, więc wystawa była niespodzianką! Poza krótkimi filmikami, zawierała wiele malarstwa, grafik i fotografii jego twórczości. Wszystko mroczne, głównie czarno-białe.  Nie mogę powiedzieć, że wystawa mi się podobała. Raczej wzbudzała lęk i odrazę. Praktycznie przy każdym obrazie, ściskało mnie coś w żołądku i chciałam odwrócić wzrok. Rozmazane twarze, ciała z widocznymi wnętrznościami, rzygający faceci… Prace jakby jakiegoś psychola, seryjnego mordercy…  A mówią, że w życiu Lynch jest bardzo stonowany, medytujący parę razy dziennie…

W sumie poczułam ulgę, gdy wyszłyśmy z mrocznej wystawy w piękne słońce.  A obiecana lampka szampana była teraz jak najbardziej wskazana 🙂

Kwiecień plecień

pin it