Blog

IMG 8917

Ryczace dinozaury

Aurat się tak złożyło, że parę dni po rodzinnej wizycie w Queensland Muzeum, wraz z dziewczynami z grupy Matka Polka w Brisbane, poszłyśmy z dzieciaczkami zobaczyć nowo otwartą wystawę. A na wystawie co? Oczywiście dinozaury! Ale mam farta. Dinozaury w weekend, dinozaury w tygodniu ;P Może przypomnę sobie więcej nazw tych obrzymów…

Spotkałyśmy się pod kasami. Na szczęście Kasia była szybciej niż pozostałe, więc zajęła nam miejsce w kolejce po bilety. Kto idzie do muzeum na nową wystawę w ferie o 10.??! Całe Brisbane!!! I my, mamy, których dzieci poraz pierwszy mają ferie. Postałyśmy sobie w kolejce dobre 30-40 minut. W międzyczasie podszedł do nas pan, pracownik muzeum z ulotką, jak kupić bilety przez internet w telefonie. Proces podobno miał być szybszy niż kolejka. Weszłam więc na stronę muzeum i zaczęłam nawet wpisywać informacje, które były potrzebne, ale przy tłumie ludzi, biegającym Alku (LOlek akurat zasnął w wózku) i przywitaniach z kolejnymi dziewczynami, szybko zapomniałam po co był mi telefon. Rozmawiając z dziewczynami miło minął czas w kolejce. Ale na następny raz mam nadzieję, że zmienimy czas wyjścia i zakupię bilety przez internet.

Wystawa była bardzo fajna. Weszłyśmy z największą falą ludzi i chciało się jak najszybciej ją przejść i uciec. Na szczęście Alek był bardzo zainteresowany dinozaurami, początkowo nawet trochę przestraszony i wcale się nie spieszył, dokładnie patrząc na każdego zwierzaka. Wszystkie dinozaury były wielkie, chyba oryginalnych rozmiarów, ryczały i ruszały się. Niektóre machały ogonami, tak żeby tylko musnąć przechodnia. Dla Alka to była największa frajda- podchodził i uciekał od ogona chyba z 10 minut piszcząc i skacząc z radości! W między czasie dziki tłum przeszedł i wyszedł i można było swobodnie poruszać się po sali w każdym kierunku. Teraz to dopiero było fajnie! Podchodziliśmy do wszystkich zwierzaków i wciskaliśmy guziki wszystkich tablic informacyjnych. Posiedzielibyśmy trochę dłużej gdyby nie czekające już na zewnątrz dziewczyny i burczące brzuchy. Szybko przeszliśmy przez sklepik z ‘pamiątkami’ na końcu wystawy, gdzie kupiliśmy dwie książki o dinozaurach. Jedna dla Alka i jedna dla LOlka.

Jak przystało na LOlka, przespał imprezę. Obudził się dopiero przy wyjściowych windach. Na obiad, też typowe. Przeszłyśmy więc na drugą stronę Cultural Centre, do kafejki przy QPAC’u. Świetne miejsce, by napić się kawy czy zjeść coś z dzieciaczkami. Mają spory ogródek wyścielony sztuczną trawą, ogrodzony bambusowym płotem. Można usiąść kulturalnie przy stolikach bądź wygodnie paść po dniu chodzenia po muzeach, na dużych torbach (bean bags). Dzieciaczki wybrały drugą opcję, choć mamom bardziej by się to przydało.

Na kawkę i jedzenie nie trzeba było długo czekać. Rozsiadłyśmy się całkiem wygodnie, a niezniszczalna dziatwa przegryzła lunch (czytaj fryty, część zdrowsza została nietknięta) i dalej poszły biegać, skakać i hasać po ogródku…

pin it