Blog

IMG 9051

Matki Polki w Roma Street Parkland

Zazwyczaj w piątki chodzę z chłopakami na polską grupę zabaw przy Polskiej Szkole Sobotniej. Grupa ma zajęcia według kalendarza szkolnego, więc jak szkoła ma ferie, to i grupy nie ma.

Z dziewczynami, które przychodzą na grupę zabaw znam się z Matki Polki w Brisbane, czyli w kontakcie jesteśmy stałym. Szybko się skrzyknęłyśmy i razem wybrałyśmy do parku. Paulina zaproponowała park Roma Street Parkland w centrum miasta.

Nie wiem dlaczego, ale dzisiaj wybrałam transport miejski – pociąg. Że niby wypad do parku, to niewystarczająca atrakcja?

Do stacji mam bardzo blisko, może ze 400-500 metrów. Tyle, że na stacji dzisiaj nie było prądu (a może to był cichy strajk?) i żadne windy nie działały ani tablice informacyjne, a w kasach nie było żywej duszy! Zazwyczaj, gdy decyduję się na miejską komunikację, jadę do centrum miasta autobusem, a wracam pociągiem. Czyli wiem, na którym peronie naszej stacji wysiadam, ale z którego peronu odjeżdżam w stronę centrum, to już nie. No nic, trzeba było zaryzykować/posłuchać głosu wewnętrznego i wybrać peron.  Jakoś zeszłam z wózkiem i dwójką Łobuziaków po całkiem wielu schodach. Odrazu poczułam się jak na dworcu w Gdyni w zeszłe lato. Tylko walizki brakowało.

Uff, intuicja mnie nie zawiodła. Trafiłam na odpowiednie miejsce. Za chwilę pojawił się pociąg i pojechaliśmy do parku Roma Street Parkland, więc było git. Chłopaczki aż piszczeli i skakali z radości 🙂 Na szczęście byliśmy sami w wagonie

Gdy dojechaliśmy, dziewczyny już były na miejscu. Akurat odbywały się w parku darmowe śpiewanki dla najmłodszych (Boppin Babies) i joga dla mam z dziećmi. Dosiadłyśmy się na śpiewanki do licznej już grupy mam. Jedna pani prowadząca grała na gitarze, w większości znane pioseneczki, a druga pani pokazywała, co dzieciaczki miały naśladować. Było naprawdę bardzo fajnie.

Jak Alek był malutki byłam z nim parę razy w bibliotece stanowej na podobnych śpiewankach-rymowankach. LOlek nie miał już tyle szczęścia (mamusi już się nie chciało cofać do dziecinady ;)), jedynie mógł uczestniczyć w śpiewankach-rymowankach wersji mamusiowej lub próbować biegać za piłką nożną z resztą trzylatków. Mam nadzieję, że mi tego nie wypomni za kilkanaście lat. Na wszelki wypadek porobiłam sporo zdjęć jako dowód, że z nim też chodziłam. 🙂 Przecież nie będzie pytał ile razy! 🙂

Pośpiewaliśmy, poklaskaliśmy (czytaj mamusie pośpiewały i poklaskały, podczas gdy dzieciarnia biegała dookoła i wyrywała sobie różne grzechotki-instrumenty) i poszłyśmy stanąć w kolejce do parkowego pociągu.

Są ferie (gdybyście jeszcze nie wiedzieli!), więc wszędzie mnóstwo mam, babć, dziadków i dziatwy. To i kolejka do pociągu nie najkrótsza. Wybiło południe, pora do stania na otwartym słońcu wręcz idealna. Nie. Ale czego się nie robi dla dobrego humoru najmłodszych! Udało się, pociąg podjechał i zawiózł nas na niedaleki plac zabaw. O, skąd te tłumy?! Na szczęście szybko poszły, w końcu to pora obiadowa i drzemkowa. Znalazłyśmy zacienione miejsce na rozłożenie koców i naszych pikników. Posiedziałyśmy i pogadałyśmy jeszcze może z godzinkę i nadszedł czas odpoczynku także dla naszych milusińskich.

Wróciliśmy bezproblemowo i szybko pociągiem do domu. LOlek padł w momencie wsadzenia go do wózku, a niewyczerpalny Aluś w domu poukładał ze mną kilka pudełek puzzli i przeczytał parę książek. Dobrze, że wypiłam w parku kawę, bo inaczej padłabym obok LOlka!

 

*Spotkamy się na polskiej grupie zabaw za tydzień w piątek 24/04/2015. Przyjdź z pociechą. Pośpiewamy, poklaszczemy i pogadamy przy kawie. Do zobaczenia!

pin it