Blog

DSC05623

Latanie z roczniakiem

Witajcie Matki Polki, wrócilismy z naszego 6-tygodniowego wakacjowania w Europie. Byla to nasza pierwsza podróz samolotem z Alexandrem. I odrazu taka dluuuga.
Do Polski lecialam sama z Alexandrem, Dave dolecial kilka tygodni pózniej, więc wracalismy juz razem.

Pierwsza częsc lotu (Brisbane – Singapur) byla calkiem dobra. Samolot byl pustawy, mielismy poza bassinetem caly rząd dla siebie, dzięki czemu Alexander mógl sobie bezstresowo poszalec. Stewardesi byli super, przychodzili co jakis czas, zabrac A na spacer, żebym mogla pójsc do WC czy po prostu odpocząc. Alus zniósl lot dobrze, a spal w trakcie tych 7 godzin lotu może godzinkę, tuż przed lądowaniem.
W Singapurze mialam zaplanowany relaksujący prysznic dla nas dwojga. Jednak Alexander dostal pod prysznicem strasznej histerii, więc nie bylo w tym nic relaksującego i zwinęlismy się po 5 minutach. Kolejne 2 godziny spędzilismy w Snooze Lounge – ja lezalam na wygodnej lezance, podczas gdy A biegal dookola.

Lot Singapur – Amsterdam byl strasznie męczący i myslalam, że nigdy się nie skonczy. Bylo zdecydowanie więcej ludzi, ale samolot nie byl pelny. Obok nas siedziala rodzina z trójką dzieci, więc Alexander byl bardzo nimi zafascynowany i nie chcial wcale spac. Po paru godzinach udalo mi się ululac go w bassinecie (male ale jakos się zmiescil), żeby chwilę po tym zaczęly się turbulencje. Musialam go wyjąc z bassinetu i przypiąc pasem, co go oczywiscie rozbudzilo. Turbulencje w koncu się nie pojawiły, więc polożylam go znowu do bassinetu. Po kolejnej godzinie udalo mi się go znowu uspic. Zdąrzylam sie lekko zrelaksowac i zacząc przygotowywac do mojej drzemki, gdy znowu zapaliły się lampki na turbulencje!! Podlamalo mnie to, bo juz bylam mocno zmęczona i zegarek wskazywal w Brisbane srodek nocy. Tym razem odmówilam wyjęcia go z bassinetu, chyba że naprawdę zaczną się turbulencje. Przychodzily 3 różne stewardessy, żebym go wyjęla, bo stanonwię zagrożenie dla innych pasażerów, ale nie wyjęlam. A potem się modlilam po cichaczu, żeby turbulencje i tym razem tez nie przyszly. I nie przyszly.
Alexander przespal zaledwie 4-5 godzin, dajác mi w sumie może max 3 godziny snu.
Po wydarzeniu z turbulencjami stewardessy się na mnie obrazily. W niczym mi pózniej nie pomogly, a jak poprosilam, żeby potrzymaly Alexandra, bo chcialabym pójść do WC uslyszalam, że jedna nie może bo jest zajęta, a drugą bolą plecy. Olalam to kompletnie(nie, nie doslownie) i wręczylam Alusia tej, z obolalymi plecami i poszlam do WC. Pózniej jeszcze dostalam zmarzniéte jedzenie dla A, ale jakos sobie z tym poradzilismy.

Po wylądowaniu w Amsterdamie wrócil lepszy humor i juz bylo OK. Bylismy blisko mety, więc trzymala mnie przy zyciu adrenalina. A jak dolecielismy do Wawy, bylam znowu pelna energii! Chyba oszolomilo mnie to Polskie powietrze 🙂 Do momentu, kiedy się okazalo, że nasze bagaże z nami do Wawy nie dolecialy. Kicha wielka! Na szczęscie mialam wszystko co potrzebne dla Alexandra w walizce podręcznej. Bagaże dotarly na następny dzien.

Po locie doszlam do siebie po 5 dniach! Alexander tez. Z początku budzil się o 2am, potem o 3am, 4am i w koncu 5-6am, czyli jak w domu. I od tego momentu poczulam się jak na wakacjach 🙂

Spisalam to wszystko ku przestrodze, gdyby znowu zachcialo mi sié samej leciec do Polski z malym dzieckiem. Albo z dwójká!!!

pin it
Bitnami