Blog

IMG 9729

Digital Festival

Po odprowadzeniu Alusia do przedszkola, pojechaliśmy z LOlkiem do parku New Farm. Byliśmy tam umówieni z mamami z grupy Matka Polka w Brisbane. LOlek od kilku dni (z resztą cała rodzina) był przeziębiony, więc izolowaliśmy się od świata. Tym bardziej cieszyłam się na wyjście i spotkanie z dziewczynami.

Dojechaliśmy po 10., LOlek akurat zasnął, więc na placu zabaw mogłam w spokoju wypić kawę i porozmawiać z dziewczynami podczas, gdy reszta drobnicy szalała na tym świetnym placu. Uwielbiam ten park. Jest ogromny, umiejscowiony nad rzeką, ale też i w centrum  miasta. Więc dojazd do parku autem, czy komunikacją miejską jest bezproblemowy. Dla dzieciaków plac zabaw to raj z fortecami i domkami na drzewie. Wszystko połączone wijącymi się wśród starych fig mostkami, bujanymi kładkami i łańcuchami. Jest tam także placyk przystosowany dla bardziej uziemionych raczków-nieboraczków. Z kolorowymi bujawkami i wielkim stworem (dla mnie to latający pies z „Niekończącej się opowieści”). Czyli dla każdego coś dobrego. To i miejsce bardzo popularne.

Przy parku znajduje się bardzo coolowe miejsce- stara elektrownia, Powerhouse przerobiona na galerię/teatr. Akurat przez 10 dni i nocy można tam obejrzeć wystawę IRL Digital Festival związaną z grami i technologią  z lat osiemdziesiątych. Za dnia wystawa, a wieczorem dyskoteka z didżejami. Świetny klimat! Mimo, iż nie jestem jakimś zapalonym graczem (przed dziećmi zazwyczaj grałam w sudoku lub trening mózgu w pociągu do pracy), jednak lubię tę tematykę. Mężu komputerowiec i absolutny geek, więc jak mogłabym inaczej?

Pospacerowałyśmy wśród plakatów z bohaterami różnych gier i ekspozycji z tamtej ery. Pobiegałyśmy chwilę z Mario i Grzybkiem (on ma nazwę?), weszłyśmy w bezwzględną wirtualną przestrzeń i zaczęło nam burczeć w brzuchach. Restauracja na parterze była akurat zamknięta z powodu remontu. Ciekawe, czy to nie przez ostatnie ulewy? Bo tak też się zdarza.  Na szczęście, ta na piętrze była otwarta.

LOlek przespał plac zabaw, więc po podniesieniu cukru we krwi, poszłam z nim tam jeszcze raz.  10 rano, podobnie jak 16. to największe obładowanie parku, dlatego 13. to najlepszy czas na zabawę w relatywnej ciszy 🙂

pin it