Blog

IMG 3771

Biwak w Tallebudgera

Podobnie jak w zeszłym roku, pojechaliśmy z bliskimi znajomymi Męża na tygodniowy biwak do Tallebudgera Creek.

Bardzo fajne, zamknięte pole namiotowe na Złotym Wybrzeżu, pomiędzy Burleigh Heads i Palm Beach. Idealne na biwakowanie z dziećmi. Z jednej strony, na terenie pola znajduje się plac zabaw, pokój gier, baseny ze ślizgawkami, a z drugiej plaża nad zatoczką Tallebudgera Creek. Do oceanu trzeba przejść około 500 metrów.

Jako, że lubię wypić coś ciepłego tuż po przebudzeniu, zazwyczaj bierzemy miejsce na namiot z podłączeniem do prądu. Jest droższe od zwykłego miejsca, ale nadal bardzo popularne wśród obozowiczów, dlatego trzeba je szybko rezerwować. Zwłaszcza, gdy planujecie biwakowanie podczas ferii szkolnych. My rezerwowaliśmy w marcu, żeby pojechać we wrześniu.

Jechaliśmy z pięcioma rodzinami i w sumie mieliśmy 12 dzieci. Rozstawiliśmy namioty blisko siebie i utworzyliśmy całkiem fajne obozowisko. Dzieciaczki od bardzo wczesnych godzin rannych biegały po biwaku (budzik Kookaburra wybijał tuż po 5.), jeździły na rowerach, hulajnogach, odwiedzały wszystkich znajomych i ledwo poznanych współobozowiczów, a rodzice w tym czasie szykowali posiłki, albo też się socjalizowali.

Wrzesień, to australijska wiosna, więc noce i ranki bywają jeszcze całkiem chłodne (jak na temperatury Queensland). Ale około 9.-10. było już cieplutko, więc zabieraliśmy chłopaków na plażę. Gdzie, przez parę następnych godzin kopali w piachu, moczyli się w nadal całkiem zimnej wodzie, pływali na kajakach czy łowili ryby. Łowienie ryb było chyba najfajniejszym zajęciem. Nie ograniczało się jednak tylko do stania z wędką. Trzeba było najpierw znaleźć przynętę. Najlepsze są na to yabbies (małe raczki, przypominające trochę krewetki), które chłopaki wypompowywali z piasku na pobliskiej wysepce Yabbie Island (nie wiem, czy to prawdziwa nazwa, ale każdy tak o niej mówił). Na wysepkę musieli się dostać na kajakach, najlepiej podczas odpływu. Gdy, w końcu nazbierali pół wiadra przynęty, można było zacząć wędkowanie na biwakowej plaży. Była to zazwyczaj pora późnego popołudnia. Aluś złapał nawet kilka ryb, z czego jedna była na tyle spora, że wylądowała na grilu. Smakowała wyśmienicie 🙂

Dni mijały bardzo szybko. Zajęć było mnóstwo. Na terenie pola biwakowego codziennie organizowano jakieś zajęcia ranne (malowanie, garncarstwo itp itd) i popołudniowe – m.in. plenerowe kino, dyskoteka na zakończenie ‚turnusu’.

Pole biwakowe jest zamknięte, ale siedzieć w nim przez cały czas nie trzeba. Dla chętnych sprawdzenia okolicy, polecam odwiedzenie ZOO w Currumbin (Wildlife Sanctuary), gdzie o 8. rano można za darmo nakarmić kolorowe papugi czy zrobić zdjęcie z małym krokodylkiem.

Poza tym, dla mam, które szukają chwili wytchnienia polecam spacer do oceanu wzdłuż ujścia rzeki Tellabudgera czy lasem tropikalnym na górę Burleigh Heads. Na górę prowadzi kilka szlaków, więc nie może się znudzić. Choć nie wiem, jak mogą znudzić się przepiękne widoki na ocean. I wieżowce Złotego Wybrzeża.

 

pin it